Przeczytałam ten wpis i delikatnie mówiąc (pisząc) jestem zdenerwowana.
Czytam sobie bloga tego chłopaka od czasu do czasu, bo całkiem ciekawie on pisze na tematy damsko-męskie. No i trafiłam wczoraj na wpis oburzonego gościa, który w kawiarni spotkał krowę, - czytaj matkę karmiącą dziecko mlekiem ze swych "wymion". Tak wymion, bo tak nazywa on piersi opisywanej kobiety.
Przed nim zapewne lata terapii, by wyleczyć się z psychicznego urazu, jaki poczynił mu ten jakże odrażający widok. Biedny bloger płci męskiej musiał patrzyć na matkę karmiącą tak bezwstydnie i
bezczelnie swoje dziecko piersią. I jeszcze na dodatek przylazła taka do
kawiarni i miała czelność rozmawiać z kelnerką, by coś zamówić.